Wyprawa na Syberię

Miałam ostatnio czas, kiedy poczułam, że za bardzo naciskam na życie i że przez to ciągle jestem w jakiegoś rodzaju stresie i napięciu.

Za mało odpoczywam, za mało się relaksuję, wciąż gdzieś jeżdżę, czegoś się uczę.

Nawet mimo wewnętrznego poczucia spokoju i prowadzenia, na zewnątrz ciągle planuję i napinam się. Nawet wtedy, gdy myślę o tym, jak odpocząć, towarzyszy mi spięcie. Niezłe, co? Znacie to skądś?

Chciałam coś znaleźć na wakacje, jakiś kawałek trawy do poleżenia, jakichś znajomych do odwiedzenia.

Ale coś nie szło… Jakoś tego nie czułam…

I zamiast, jak często do tej pory napiąć się i mimo wszystko coś znaleźć, bo:

  1. przecież są wakacje. Normalni ludzie odpoczywają i podróżują. Albo chociaż odpoczywają leżąc.
  2. namęczyłam się ostatnio. Wydałam książkę, karty, ukończyłam szkolenie na prowadzącą gry rodowej Ród i Dar. Przeprowadziłam kilka warsztatów. Należy mi się. No bo trzeba przecież odpoczywać.
  3. jak to będzie wyglądało, jeśli nigdzie nie pojadę? W swoich oczach będę jakimś nieudacznikiem, co nawet nie umie osobie zorganizować odpoczynku…

Tak było dotąd. Ale tym razem postanowiłam, że odpuszczam.

Tak serio serio. Nic nie planuję, siedzę na tyłku i luzuję się.

Naprawdę szczerze zamierzałam na spokojnie przyjąć fakt, że możliwe, że nigdzie nie pojadę, ba, możliwe nawet, że nie będzie mi się chciało leżeć i relaksować się, a pracować. Co ma być, to będzie. Biorę to, co przyjdzie.

No to przyszło.

Możesz próbować go zignorować, ale masz marne szanse, bo gdy zew, który poczujesz jest na tyle wyrazisty, że porusza Twoje serce, przyśpiesza tętno i wywołuje radosne podekscytowanie, pozostaje tylko iść za nim w nieznane.

Ten zew poczułam, gdy zobaczyłam informację o wyprawie nad Bajkał.

Oczywiście, nie jest to po prostu wycieczka. To prowadzony przez parę małżeńską warsztat na temat relacji między kobietą i mężczyzną. I to nie zwykłych relacji, a takich, które poruszają całą naszą istotę, przewartościowując dotychczasowe życie i dając szansę na niezwykły rozwój duchowy.

Za trzy tygodnie wyruszam więc na prawie miesiąc nad Bajkał, do krainy syberyjskich szamanów i szamanek, do świętych miejsc, do samej siebie.

Czemu mnie tak gna? Co to za siła? Co tam mnie czeka? Nie wiem, dużo jest niewiadomych.

Tak, jak to, czy uda mi się zebrać odpowiednią na to kwotę.

Między innymi dlatego uruchomiłam przedsprzedaż kursu online pracy z rodem. Do 16-ego lipca można go kupić sporo taniej, zerknijcie tutaj

Jeśli poczujecie, że chcecie wesprzeć moją podróż na Syberię, możecie też to zrobić wpłacając dowolną sumę na konto: 44 1050 1461 1000 0090 9649 5495 (w temacie wpiszcie proszę: darowizna – podróż).

Wszystkie osoby, które mi pomogą finansowo oraz te, które do 16 lipca kupią kurs wiedzy o rodzie, otrzymają po moim powrocie godzinne nagranie, w którym podzielę się wiedzą zdobytą podczas tego wyjazdu.

Będę bardzo wdzięczna i szczęśliwa czując wsparcie od Was.

Dzięki tej sytuacji po raz kolejny sprawdziła się moc odpuszczenia. Nie na zasadzie: nie robię nic, bo mam to gdzieś. To nie jest pasywna postawa. To bardziej: przyjmuję to, co będzie dla mnie najlepsze. Teraz jest tak, i tak jest dobrze.

A co ma nadejść, nadejdzie.

Chyba wtedy właśnie ustaje ta wieczna gonitwa myśli w głowie, to przekrzykiwanie się przekonań, stereotypów, lęków i ograniczeń.

Wtedy robi się przestrzeń na to, by móc usłyszeć ZEW.

To po to medytacje. Po to nauka relaksu i wyciszania się. Bo jak inaczej usłyszeć własną duszę? Jak inaczej usłyszeć głos Boga?

On się nie narzuca, Jego głos jest cichy, nie chce wchodzić w paradę naszemu Ego, bo i po co.

Tylko my sami możemy zadbać o przestrzeń, by nasza dusza mogła się wyrazić, pokazać, aby jej głos dało się usłyszeć.

Także – wewnętrznego wyciszenia i pięknego odpoczynku tego lata Wam życzę, kochani!

Od 20-ego lipca może mnie nie być za często w eterze, ale, mimo, że bilet mam po raz pierwszy w jedną stronę, to przecież wrócę.

Chyba 😉