Na kocią łapę?

Wedding rings hanging on rope over a dirty canvas background

Na pogrzebie mama Pawła spytała: „A ty kim jesteś w ogóle?”. Masza to żona Pawła. Żyli razem prawie 8 lat, po prostu bez ślubu żyli. Mieli syna, dom i wspólne łóżko. Tylko papierka nie było.

Paweł był młodym (42 lata), zdrowym (uprawiał bieganie) człowiekiem sukcesu, który prowadził swoją firmę. Pewnego ranka pocałował Maszę i pojechał do pracy. Po godzinie oderwał się mu zakrzep, spowodował zator żył i Paweł zmarł. Momentalnie. Za kierownicą. Chwała Bogu, nikogo nie zabił, wjechał w słup. Za kierownicą kilka sekund siedział martwy człowiek.

Masza o śmierci Pawła dowiedziała się dopiero wieczorem, kiedy nie wrócił na czas do domu. Ze szpitala, do którego odwieziono Pawła, zadzwoniono do mamy Pawła. Mama Pawła nienawidziła Maszy całe życie. Dlatego nie zaprosiła jej na pogrzeb Pawła.

Według dokumentów, Paweł nie jest żonaty, w telefonie jest Masza, ale kto to taki Masza?

Masza kołysała w ramionach dwuletniego synka, który niedawno nauczył się słowa „tata” i cierpiała. Straciła ukochanego człowieka, straciła swoje zaplanowane jutro, ochronę i godne zaufania ramię. Jak teraz żyć? W ciągu kilku chwil ze szczęśliwej matki i spełnionej w związku kobiety otrzymała bezlitosny status bezrobotnej samotnej matki. W niespełna dwa tygodnie schudła 9 kilogramów.

Wenecja była jej marzeniem, które Paweł z radością spełnił. Śmiałam się, że miesiąc miodowy i podróż poślubną mieli, a wesela nie. Zaproponowałam im swoje usługi jako organizatorka wesel.

– Popracuję dla was za darmo, no dobra, za jedzenie.

– Ola, my serio nie rozumiemy, komu jest potrzebny ten przeżytek – śmiał się Paweł. Masza się nie śmiała. Milczała. Była dobrą żoną. Jakby żoną. Wspierającą swojego jakby męża. Temat przycichł.

Zrozpaczona Masza dzwoniła do teściowej i pytała, kiedy ma przyjechać do kostnicy się pożegnać.

– A ty kim jesteś w ogóle? – spytała matka Pawła.

Brak papierka i nieszczęście matki, która właśnie straciła syna dało jej prawo tak powiedzieć. Całe lata nie cierpiała Maszy. Tak bywa, kiedy matka za bardzo kocha syna, by szanować jego wybór.

– Jestem jego żoną – zdołała wypowiedzieć do słuchawki.

– Pokaż pieczątkę – teściowa była bezlitosna.

– Jestem matką pani wnuka – przypomniała Masza.

– Mateusz jest jeszcze mały, niepotrzebne są mu pani emocje.

– Musi pożegnać się z tatą.

– Nie musi. Uważam, że to zbędne. Nie ma sensu go męczyć.

Mama Pawła pokazała, kto tu rządzi. Ona. Ona decyduje gdzie będzie pochowany Paweł i co jest dla niego najlepsze. A Masza jest nikim.

Masza płacze na moim ramieniu. Ta społeczna niesprawiedliwość ją dusi i nawet nieco spycha na drugi plan samą tragedię.

– I wszystko przez głupi papier, Ola? – pyta i zwraca ku mnie swoją opuchniętą od łez twarz.

Masza dowiedziała się przez przyjaciół o czasie pożegnania i przyszła do kostnicy. Weszła i zobaczyła wszystkich krewnych i przyjaciół, którzy stali wokół płaczącej mamy Pawła i wspierali ją. Usiadła naprzeciwko rodziny Pawła. Podeszła do niej ciocia Julia, do której często z Pawłem przychodzili, wujek Grisza, któremu Paweł zawsze naprawiał auto bezpłatnie i Walerij, najlepszy przyjaciel Pawła. Objęli Maszę… i wrócili do mamy.

W końcu można było przejść do sali pożegnań. Masza wstała i w tym momencie usłyszała:

– A ty kim jesteś?

– Ciociu, nie czas teraz na to – powiedział Walerij. Wsparła go Julia.

– Kim ona jest, pytam?

– Jestem żoną Pawła – cicho szepnęła Masza. Nie miała sił na walkę. Chciała tylko pocałować człowieka, którego całowała 9 lat.

– Mój syn nie miał żony.

Scenie przyglądali się inni krewni innych zmarłych. Przed Maszą zamknięto drzwi, za którymi był jej Paweł. Usiadła. Na podłodze. Po pięciu minutach wyskoczył Walerij, wziął ją pod rękę i zaprowadził do sali pożegnań.

Masza nie poznała Pawła w trumnie. Kiedy samochód wbił się w słup, jego twarz bardzo ucierpiała. Dorobiono mu zatem nową. Cudzą. Masza pocałowała obcego chłodnego mężczyznę w czoło i wyszła z sali w milczeniu.

Opowiada mi tę historię już dziesiąty raz. Rozumiem, że w taki sposób, z każdym słowem wyrzuca z siebie ból. Dlatego słucham. Milcząc.

– Dlaczego go nie przycisnęłaś, Ola? Zawsze uparcie mówiłaś, że powinien się ze mną ożenić. W żartach niby, ale cisnęłaś. A on tylko się śmiał.

– Masza, a ty dlaczego milczałaś? Dlaczego dawałaś mu możliwość myśleć, że nie chcesz wyjść za niego za mąż? Dlaczego wśród spełnionych przez niego twoich marzeń nie było tego najskrytszego?

– On nie chciał. Nie uważał tego za ważne. A ja chciałam, żeby on sam zechciał.

– Co za głupota. Masza, on był wędkarzem. Jego najlepszy odpoczynek to była wędka, a mimo to objeździł z tobą wszystkie kurorty, bo ty tego chciałaś! I bez twojej Wenecji by się spokojnie obył. Ale ty chciałaś. I jego szczęściem było widzieć, że ty jesteś szczęśliwa, on chciał spełniać twoje marzenia. Kochał cię.
– Właśnie. Kochał. Ale żenić się nie chciał.

Milczę.

– Wiesz, 4 lata temu bardzo się pokłóciliśmy, wyszedł trzasnąwszy drzwiami.  A ja zostałam w domu, obejmując poduszkę i myślałam o tym, że on ma pełne prawo nie wrócić. Jest wolny. Niczyj. Przystojny, wysoki, szybko kogoś znajdzie. Co go tu trzyma? I przyrzekłam sobie, że jak wróci, nie będę z nim nigdy walczyć. Będę go kochać i pójdę za nim wszędzie, bo jak on jest szczęśliwy to i ja jestem.

– No i w tych waszych zawodach, kto kogo uczyni szczęśliwszym, straciliście nawyk komunikacji.

Tak sobie myślę o tym życiu na kocią łapę. To oczywiście sprawa każdego, czy się żenić, czy nie. I coraz częściej mężczyźni, porządni, dobrzy, fajni faceci wybierają się nie żenić. Niwelują wartość instytucji małżeństwa.

– Mi to jest niepotrzebne. – mówią. – To przeżytek. To przecież tylko papier.

– Dokładnie – wtórują im kobiety.

Te, z którymi się nie żenią. Milczą. Przytakują.

No, żeby nie marudzić, bo inaczej on weźmie i odejdzie. Na zawsze. Na wolność.

Ale małżeństwo to tak, jakby sfinalizować pewien wybór. Powiedzieć społeczeństwu, które macie wokół siebie: szukałem, szukałem, ale lepszej kobiety niż ta – nie znalazłem.

Wybieram ją.

Małżeństwo – to kiedy już pobawiłeś się w wolność i osiągasz inną wysokość – odpowiedzialność. Jesteś mężem, mężem rodziny, jej głową.

Społeczeństwo ma zasady. Przejazd tramwajem kosztuje 2 złote. Masz monetę, ale myślisz: po co mam płacić, jak mogę nie płacić? I jedziesz na gapę.

Tak można całe życie jeździć i jeszcze wyśmiać idiotów, którzy płacą jak nie muszą. Ale może ci się nie udać. Mogą cię złapać i wlepić mandat. Życie może wlepić taki mandat, że schudniesz 9 kg w dwa tygodnie.

Możecie mnie zarzucić przykładami szczęśliwych rodzin, żyjących na kocią łapę, ale ja nie wierzę w istnienie kobiety, która nie chce wyjść za mąż. Po prostu do tych waszych „idealnych” rodzin nie przyszli jeszcze kontrolerzy.

Olga Savelyeva, tłumaczenie: Anna Wrzesińska