Kupała – im większe ognisko, tym lepiej?

Kupałę świętuje z każdym rokiem coraz więcej osób. Nieodłącznym elementem tego święta jest ogromne ognisko. To właśnie ono wielu osobom kojarzy się z Kupałą. Chociaż przyjęło się, że ogniska rozpalane są również i na innych świętach i spotkaniach, to na Kupałę ognisko jest największe, a jego rozpalanie jest cały rytuałem.

Trzeba koniecznie przez niego skakać, a na koniec przejść po żarzących się ogniach. Wydaje się, że ognisko jest czymś, bez czego święto by się nie udało. Że Kupała=ogień. Organizatorzy zapraszając na Kupałę najczęściej pokazują zdjęcia wielkiego ogniska i bardzo mocno zakorzeniło się to w podświadomości ludzi.

Czy jednak to o ognisko tu chodzi? Czy można jakoś inaczej świętować magiczny czas Kupały?

Kupała to święto przejścia, wspierane zmianami zachodzącymi również w przyrodzie. I najważniejsze w nim nie jest rozpalenie ogniska, a zlanie się z tym stanem przejścia, dokonanie go razem z przyrodą, podłączenie się do rytmów natury i żywiołów. Jeśli to rozumiemy i przeżywamy to świadomie i w kręgu ludzi bliskich duchem, to ogień będzie niepotrzebny.

Ktoś powie: ale ogień to oczyszczenie.

Tak, teraz jest jeszcze oczyszczeniem. Ale zewnętrzny ogień stał się konieczny, kiedy zaczął ugasać ogień wewnętrzny. I im mniej wewnętrznego ognia i żaru, tym mocniej chce się rozpalić ogień zewnętrzny. Praktyki pracy z ogniem pojawiły się w czasach pogańskich i związane były ze stopniową utratą świadomości czystości i połączenia z Bogiem.

Szukać należy nie na zewnątrz. Naszym zadaniem na święcie jest rozpalić swój wewnętrzny ogień i tym płomieniem się oczyszczać. Wtedy niepotrzebne jest ogromne ognisko.

Tak, ogień spala śmieci mentalne, spala nagromadzoną negatywną energię. Ale on też parzy i może niszczyć ciała subtelne człowieka.

To tak jak operacja. Można leczyć i oczyszczać się ziołami, a można brać tabletki i iść do chirurga. Wielki ogień to jak wizyta u chirurga – możliwe, że będzie lepiej, ale pozostaną blizny.

Zauważcie, że nigdzie w przyrodzie nie ma otwartego ognia.

To żywioł nieprzejawiony. Ogień nie rozpala się tak po prostu, jak płynie strumień czy wieje wiatr.  Główny ogień zewnętrzny to słońce i błyskawice podczas burzy. Tylko w czasie pożaru ogień jest przejawiony i spala wszystko na swojej drodze. I tylko człowiek swoją wolą może go rozpalić.   

Ogień spala energię.

Po co więc przywoływać marzenia i pragnienia serca chodząc czy siedząc wokół ogniska, skoro w ten sposób oddajemy je do centrum na zniszczenie?

Marzenia lepiej wypowiadać wcześnie rano, przy wschodzącym słońcu, a nie wieczorem, przy dwupiętrowym ognisku.

Najważniejsze na święcie Kupały jest połączenie z żywiołami: słońcem, wodą, ziemią i wiatrem. Oraz zjednoczenie ludzi. Wtedy otrzymujesz klucze i wsparcie niebios.

Jak zatem rozpalać wewnętrzny ogień?

Tańcami, wesołymi dynamicznymi grami i zabawami. Tak, żeby twarze świeciły radością, a oczy miłością. To jest najlepsze oczyszczenie ogniem!

To jest prawdziwe święto Kupały -ogień- słońce na niebie i żywa woda na żywej ziemi. I nasz wewnętrzny ogień.

Ogień naszych serc, który jest w zdrowym, czysty ciele.

I jeszcze jedno.

Święto mija. Przychodzi poranek. Patrzyliście kiedyś na miejsce, gdzie paliło się w nocy wielkie ognisko? Widzieliście co zostaje na miejscu tego ogromnego ognia? Zdeptana trawa i wielki czarny popiół w centrum.

Trawa może odżyje, dzięki deszczom i wiatrowi. Ale czarna wypalona dziura pozostanie na długo. I nawet nie chodzi o to, że tam nie będzie trawy, można ją zawsze zasiać. Ale… czy kiedyś ugryzł was komar? Jeden, maleńki komar. Bolało, było nieprzyjemnie. No właśnie.

I dla ziemi taki wielki ogień jest równie bolesny i nieprzyjemny.  

A jeśli tych komarów ukąsi was wiele? Przy czym w miejscach szczególnie wrażliwych (a Kupałę staramy się świętować w miejscach mocy, szczególnie wrażliwych punktach naszej planety).

Ziemia jest jest ogromna, ale bardzo wrażliwa. Nazywamy ją Matką. I w najważniejszym momencie lata, w momencie przejścia przyrody na nowy poziom nagle na ziemi zaczynają płonąć ogniska, i ludzie przy tym cieszą się, niektórzy piją alkohol, niektórzy sławią Bogów. Bogów, którzy dali nam tę ziemię, ten dom, byśmy w nim żyli, chronili go i doskonalili.

Dla Słowian ziemia była zawsze żywa, karmiąca. Była Matką.

Brakuje nam świadomości w relacjach z nią. Brakuje nam wewnętrznego ognia w sercu. I miłości.

Może już czas pomyśleć o tym, spróbować sobie to uświadomić. I wybrać – jakie tradycje będziemy odradzać. Te sprzed kilku wieków, kiedy na ziemi już panowała epoka degradacji świadomości, czy prawdziwą wiedzę naszych przodków, do której dostęp ma nasze serce.

Zamknij na chwilę oczy i poczuj to, co tu napisane. Przepuść to przez swoje ciało. Poczuj sercem. I wybierz.

Na podstawie tekstu Aleksandra Selatickiego, tłumaczenie: Anna Wrzesińska.

Jeśli chcesz skopiować fragment tekstu lub udostępnić go w całości, dodaj proszę pod nim imię i nazwisko autora, tłumacza oraz adres: www.slowiankawwielkimmiescie.pl