Dlaczego dzieci nie przychodzą?

Często słyszę pytanie o bezpłodność w różnych jej formach – bezpłodność męską, żeńską, bezpłodność niewiadomego pochodzenia. To zawsze trudny i smutny temat, ale nie można udawać, że go nie ma.

Z każdym rokiem według statystyki takich rodzin jest coraz więcej, coraz więcej młodych i nawet zdrowych par nie może poznać szczęścia rodzicielstwa.

By je poczuć, gotowi są na wszystko, wykonują drogie i męczące zabiegi, biorą lekarstwa, robią niekończące się zabiegi, marzą o cudzie.

Miotają się w poszukiwaniach ratunku. I nie zawsze go znajdują. Wiele rodzin znajduje się w ogromnym stresie, wiele traci nadzieję, wiele idzie po trupach do celu. To wielki sprawdzian dla rodziny, szczególnie dla kobiety.

Bardzo ciężko jest jej, kiedy nie może spełnić swojej kobiecej misji, gdy tego chce i jest na to gotowa.

Spróbuję uporządkować wszystko to, co wiem na ten temat. Ze swojego doświadczenia (Olga jest matką 3 dzieci – przyp. tłum), od nauczycieli, doświadczeń znajomych, czytelniczek i przyjaciół.

Poczęcie od nas ludzi w ogóle nie zależy.

Możemy robić, co trzeba, a to i tak niczego nie zagwarantuje. Za to wszystko odpowiedzialna jest Siła Wyższa, z którą możemy się kłócić, lub współpracować.

To nie my decydujemy, kiedy to się stanie i jak. Dlatego od razu można odetchnąć, uspokoić się i być gotową do przyjęcia swojego losu i wyższego planu na nasze życie.

Jak pokazuje praktyka, swoimi nerwami i oczekiwaniami tylko pogarszamy sprawę.

Im kobieta i mężczyzna są starsi, tym więcej czasu mogą potrzebować na poczęcie. Kobieta po 30-stce potrzebuje około roku by zajść w ciążę (nie podczas każdego cyklu zdarza się owulacja), tak że trzeba uzbroić się w cierpliwość i nie denerwować. Tym bardziej, że dziecko przychodzi wtedy, kiedy jest jego czas. I tylko ci na górze wiedzą, kiedy jest ten czas.

Do pomyślnego poczęcia kobieta potrzebuje żywiołu ziemi i wody.

Prawdziwej ziemi i prawdziwej wody. Dlatego należy chodzić boso po ziemi, kąpać się w rzekach, jeziorach, morzach.

A my mieszkamy wysoko nad ziemią i na boso praktycznie nie chodzimy, tak więc kontaktu z ziemią właściwie nie mamy. Pijemy i myjemy się w martwej wodzie z kranu.

Co robić? Szukać możliwości, by ten kontakt z żywą wodą i ziemią był jak najczęstszy. Nieprzypadkowo wielu ludzi przywozi „niespodziankę” właśnie z urlopu.

Mężczyźnie, aby by płodny potrzebne są wyrzeczenia i praca.

Im bardziej jest leniwy i rozpieszczony, tym mniej ambitny i zdolny do kontrolowania siebie, a co za tym idzie – słabsze jest jego nasienie. Stąd męska niepłodność w naszych czasach.

Mężczyźni pracują najczęściej wykonując pracę siedzącą, nie wymagającą wysiłku fizycznego. W dzisiejszym wiecie nie są również propagowane wyrzeczenia i ograniczenia, lecz odwrotnie – czerpanie z dnia dzisiejszego tyle, ile się da.

Tutaj kobieta niewiele może zrobić, tylko mężczyzna samemu może postanowić, że się zmieni. Ale kobieta może zacząć przekazywać mężczyźnie więcej odpowiedzialności, pozwolić sobie chociaż na odrobinę „słabości”.

Bez spodni – łatwiej!

Możecie pomyśleć, że zwariowałam, ale wiem dobrze, że te kobiety, które noszą długie spódnice zachodzą w ciążę łatwiej i szybciej.

Ponieważ energii ziemi jest wystarczająco dużo, aby utrzymać ciążę, prócz tego, żeńskie organy nie są uciskane obcisłymi spodniami i energia nie ucieka przez krótką spódnicę, wywołującą u mężczyzn pożądanie.  

Chcę, ale nie chcę.

Kobiety, które mówią o tym, jak bardzo pragną dziecka, często w rzeczywistości boją się dzieci jak ognia. Boją się stracić swoją wolność, porządek w domu i czas wolny.

Często też okazuje się, że kochają swojego męża, lecz zupełnie nie wyobrażają go sobie jako ojca swoich dzieci.

Nie przyjmują do końca mężczyzny. A czasami nie kochają, a jedynie chcą wykorzystać jako narzędzie do zdobycia wyczekiwanego dziecka. Dziecko jest dla nich próbą ucieczki od problemów, od nielubianej pracy czy rodziców. Albo chcą za pomocą dziecka przywiązać do siebie mężczyznę.

Czyli we wszystkich sytuacjach wspólne jest to, że ona chce dziecka, ale tak naprawdę go nie chce – i dlatego dziecko nie przychodzi. Bo po co męczyć mamę i samego siebie?

Programy rodowe i traumy z dzieciństwa

Programy rodowe bywają różnego stopnia trudności i intensywności. Mogą dotyczyć strachu przed dorosłością, która przyjdzie wraz z macierzyństwem.

Albo ciężkiego doświadczenia porodu, które nie chce być przekazywane dalej.

Przyczyną może być też dużo usuniętych, zapomnianych lub nieprzyjętych dzieci w rodzie. System rodowy blokuje płodność, gdy mało jest energii, by dać nowe życie.

Praca z rodem, medytacje, rytuały dla przodków mogą być bardzo pomocne w procesie uzdrowienia.

Tak jak świadome poczęcie dziecka.

Wedy mówią, że pierwsza myśl o dziecku powinna pojawić się u ojca, a dopiero potem być przekazana matce. Wtedy ciąża przyjdzie szybciej.   

Poczęcie, tak jak dowolny proces, powinno być świadome i napełnione miłością, a nie tyko mechanicznym działaniem zgodnym z kalendarzykiem.

Kobieta owładnięta chęcią poczęcia dziecka może doprowadzić mężczyznę do rozstroju nerwowego, biegając za nim i zapominając, że jest to też akt bliskości i miłości, a nie tylko chemiczno-biologiczne działanie.

Ludzie mają różną karmę, możliwe, że nie pozwoliliśmy kiedyś, by urodziło się dziecko,  i teraz ono do nas nie przychodzi, dopełniając proces przyczynowo-skutkowy.

Nijak na to wpłynąć nie możemy poza modlitwą, napełnianiem się dzięki przyrodzie, uspokajaniem się i odpoczywaniem.

Oczywiście, są też poważne przyczyny fizjologiczne, skutki chorób, aborcji, antykoncepcji wieku i sposobu życia. I trzeba się leczyć, nie tylko medycznie, ale i próbując wariantów takich jak ajurweda, homeopatia, ziołolecznictwo i tak dalej.

Często jestem pytana o in vitro, ale nie mogę powiedzieć nic jednoznacznego na ten temat. Każda mama powinna poczuć sercem, czy to dla niej, czy nie. Tak czy inaczej, in vitro się nie uda, jeśli nie przyszedł czas na dziecko.

Są też inne sposoby, by przywołać duszę dziecka.

Na przykład, podróże do świętych miejsc, czy miejsc mocy. Znam wiele przypadków, kiedy po tego typu pielgrzymkach pary zachodziły w ciążę.  

Nie zapominajmy także o terapii przy pomocy przyrody – codzienne spacery boso, kąpiele w rzekach i morzach.

W warunkach miejskich można postawić doniczkę z ziemią pod łóżkiem i trzymać w niej nogi pół godziny dziennie. Można też przynieść do domu żywą wodę i dodawać ją do kąpieli w wannie.

Ważne jest też zbieranie błogosławieństw na ciążę i narodzenie dzieci.

Kiedy robisz dla kogoś coś dobrego i prosisz o błogosławieństwo na dziecko, szczególnie u ludzi światłych, dobrych i czystych. Najlepiej u wielodzietnej rodziny.

Dzieci łatwiej przychodzą do szczęśliwych kobiet.

Kiedy nie próbujemy przy pomocy dzieci rozwiązać swoich problemów, a zwyczajnie chcemy podzielić się z nimi swoim szczęściem i radością. Sprawdzone u wielu – jak tylko wyszli z rozpaczy i zaczynali być szczęśliwi tu i teraz, choćby i bez dzieci, to nagle zachodzili w ciążę.

Ważne jest też, by przebudzać w sobie energię macierzyńską – posiedzieć z dziećmi koleżanki zostać wolontariuszką w szpitalu dziecięcym, popracować w przedszkolu.

Popraktykować, poczuć, jak wygląda życie z dziećmi i nauczyć się je kochać – swoje, cudze, w dobrym nastroju lub nie.

Istnieje też wariant urodzenia dziecka sercem. Adopcja. To nie jest wariant dla wszystkich. Ale tym, którzy chcą stać się rodzicami, a nie po prostu mieć dziecko, polecam rozpatrzenie adopcji, choć ma ona dużo różnych niuansów.

A od siebie życzę wszystkim kobietom, które czekają na cud – niech się zdarzy!  

Na podstawie tekstu autorstwa Olgi Valyayevej

Tłumaczenie: Anna Wrzesińska

Jeśli chcesz skopiować fragment tekstu lub udostępnić go w całości, dodaj proszę pod nim imię i nazwisko autora, tłumacza oraz adres: www.slowiankawwielkimmiescie.pl